czwartek, 25 października 2012

spowiedź czyli odpowiedzi na TAG

zostałam zaproszona do spowiedzi przez Anię.
Postaram się odpowiedzieć w miarę wyczerpująco :)
Zasady:

  1. Na początku posta wklejamy powyższy bannerek.
  2. Nie ma sztywnych zasad jeśli chodzi o tagowanie. Ma to być przede wszystkim zabawa, dlatego śmiało możesz do niej dołączyć, nawet jeśli nie zostałaś otagowana - dzięki temu lepiej się poznamy!
  3. Jeśli weźmiesz udział w zabawie, możesz oczywiście otagować inne blogerki, które jeszcze do niej nie dołączyły.
  4. Do zabawy nie mogą przystąpić wyznawczynie stylu pro-ana.
  1. Twoja waga, wzrost i (opcjonalnie) wymiary. 
    76.1 kg/ 164 cm/ wymiary w poście nieżej ;)
  2. Jaka była Twoja najwyższa i najniższa waga, jaką do tej pory osiągnęłaś?
    najwyższa - 86kg, najniższa  58 kg ( a wtedy myślałam, że jestem gruba...)
  3. Do jakiej wagi dążysz?
    60-62kg
  4. Dlaczego chcesz schudnąć?
    Nie będę oryginalna, jeśli napiszę, że po prostu chcę się sobie podobać i lepiej czuć
  5. Od jak dawna próbujesz schudnąć? Kiedy po raz pierwszy zdecydowałaś, że chcesz zrzucić zbędne kilogramy?
    Na serio odchudzam się od września. A tak- cale życie ;D
  6. Czy kiedykolwiek ktoś skrytykował/ komentował  Twoją wagę?
    nie
  7. Jakie błędy najczęściej popełniasz podczas odchudzania?
    Podjadanie i niewielka ilość ruchu.
  8. Czy ktoś kiedykolwiek wywierał na Tobie presję abyś schudła, czy też jest to tylko i wyłącznie Twoja decyzja?
    nie.
  9. Czy lubisz swoje ciało? Co myślisz widząc swoje odbicie w lustrze?
    generalnie zawsze najbardziej lubiałam "górę", czyli od piersi do czoła :D teraz powolutku 'schodzę' z lubieniem coraz niżej .
  10. Czy posiadasz złe nawyki, które utrudniają Ci schudnięcie?
    Podjadanie...
  11. Czy posiadasz dobre nawyki, które są pomocne przy odchudzaniu?
    Regularność, dużo warzyw, mało smażonego
  12. Co najbardziej ekscytuje Cię w osiągnięciu swojej wymarzonej wagi? Jak myślisz - jaki będzie miało to wpływa na Twoje życie?
    przede wszystkim to, że będę mogła kupować ubrania, niby te same co teraz, ale MNIEJSZE. Dzieki temu będę lepiej wyglądać :D no i polubię przebieralnie ;)
  13. Skąd czerpiesz motywację do odchudzania?
    nie wiem :) od wszytkich dziewczyn blogujących :)
  14. Co najbardziej przeraża Cię w odchudzaniu?
    Ograniczenia

  1. Czy kiedykolwiek stosowałaś diety (np. kopenhaska, 100kcal itd.)?
    nie, nie dałam rady
  2. Czy kiedykolwiek stosowałaś suplementy / wspomagacze odchudzania?
    nie
  3. W jaki sposób chcesz dojść do wymarzonej wagi? Czy masz plan odżywiana / ćwiczeń, którego będziesz się trzymać?
    mam wytyczne od dietetyk, mniej wiecej skomponowany plan odżywiania, który wymaga jescze poprawek. Ćwiczenia? mam milion pomysłow, gorzej z czasem...
  4. Jaki wpływ miało na Ciebie założenie bloga? Czy blog okazał się pomocny w procesie odchudzania?
    Na razie blog jest rzadko aktualizowany, żebym mogła sama widzieć zmiany w swoim odżywianiu/ćwiczeniach. Ale fakt-pozwala jakoś tam się zmotywować :)
  5. Wstaw zdjęcie swojej thinspiracji/fitspiracji i napisz, co najbardziej Ci się w niej podoba.
    jeszcze nie mam :)
  6. Twoje motto / hasło, które motywuje Cię do działania.
    nie narzekaj, działaj!
  7. Czy osoby w Twoim otoczeniu wiedzą, że się odchudzasz/chcesz schudnąć? Czy Cię wspierają?
    wie rodzina :) wpsiera, jak może ( mąż nie domaga się tak często ciast, muffinek etc )
  8. Czy miewasz napady niepohamowanego obżarstwa/ ciągi, w których jesz bardzo dużo niezdrowych rzeczy? Jeśli tak - jak myślisz, dlaczego się tak dzieje?
    wczoraj taki miałam,. Chyba ogólnie zjadłam za mało i o 21.30 miałam atak głodu. Ale zjadłam pół kajzerki z pasztetem :D
  9. Co jesz zazwyczaj (gdy się nie odchudzasz) ?
    w zasadzie to samo, ale więcej i mniej regularnie
  10. Z czego najtrudniej jest Ci zrezygnować będąc na diecie? Czego najbardziej Ci wtedy brakuje?
    świeże pieczywo
  11. Jaka jest Twoja największa słabość jeśli chodzi o jedzenie?
    mięsa w sosie własnym, pierogi
  12. Co najbardziej podoba Ci się w procesie odchudzania?
    zmiany zachodzące w głowie :)
  13. Czy wspomagasz dietę ćwiczeniami? Jeśli tak - jak często ćwiczysz i jakie ćwiczenia są Twoimi ulubionymi?
    Ćwiczę Skalpela, biegam, pływam. A jak mam jakiś zły nastrój włączam mega starą płytę cd z jogą pani Kidman :)
  14. Jakie jest twoje nastawienie do odchudzania? Czy wierzysz, że Ci się uda?
    oczywiście, że się uda!!!!!!!

środa, 24 października 2012

dzień 28

hm.... ciężko u mnie
w sensie wagi- ta spadła faktycznie o jakieś 2,1kg ( ważona o tej samej porze, podobne ubrania u pani dietetyk ). Myślałam, że jednak uda się więcej, ale coś nie idzie.
Wymiary troszkę w dół :
talia 96cm  94 cm czyli jest - 2 cm
brzuch 104 cm 102cm czyli jest - 2 cm
biodra 110 cm bez zmian ;(((
waga 78.5 kg - 76.4 kg czyli 2.1kg mniej
cóż, nie jest to żadna rewelacja, ale należy wziąć pod uwagę kilka czynników i grzechów.
Po 1- podjadanie. O ile w pracy umiem się trzymać w ryzach, o tyle po przyjściu do domu pękam. Np dziś zjadłam 4 migdały w cynamonowej czekoladzie, bo dawałam kilka córce, więc " przy okazji...". Innym razem w sobotni wieczór namiętnie zachciało mi się paluszków z Lajkonika, no i zjadłam 1/3 paczki. Czy choćby wizyta u ciotki- owszem, na obiad zjadłam gotowane mięsko i mnóstwo sałatek. Ale potem kawa i .... ciasto kokosowe. A ja kokos uwielbiam! Ale- zjadłam PÓŁ kawałka, więc też jakis sukces ;)

Po 2- nieregularny ruch :( tu nie ma w zasadzie wymówek. Chociaż.... córka się buntuje, bo i tak widzę ją 3-4h w ciągu dnia, więc urywanie tej jednej godziny codziennie po prostu mi się nie udaje :( wolę się z nią pobawić, iść na spacer czy coś, ale żeby miała ze mnie jakiś pożytek :D


Ale ale... są też jakieś efekty :) żeby nie bylo, że tylko marudzę ;) CZUJĘ, że niektóre ciuszki robią się luźniejsze :) więc chyba cos tam jednak leci :D


tu przechodzimy płynnie do wizyty u pani dietetyk. Generalnie po zbadaniu mojej aktywności ruchowej kazała np wydłużyć pływanie do 1h. Ale jak? idziemy w trójkę, ja-mąż-córka. W czasie, kiedy ja pływam, oni się bawią. Te 40 min jakoś mąż daje radę, ale potem córka chce z mamą... a dłużej jak godzina ona po prostu jeszcze nie wytrzyma w wodzie... a mąż sam z nią nie pójdzie do przebieralni etc bo... no, bo wiadomo-męska logistyka to nie jest arcydzieło :D
Mam pływać 2x tyg po 1 h Ok. KIEDY??
Bieganie mam zamienić na nordic walking. A ja już próbowałam i średnio mi się to podoba, nie daje takiego kopa jak bieganie.... poza tym wędrówki mam zamiar urządzać wiosną. W górach :)
dostałam nowe przepisy na sałatki - z ZIEMNIAKIEM  w roli głownej :) zapowiada się smaczny listopad :D

Na razie moja aktywnośc w tym tygodniu wynosi: 30% ( na 3 dni w 1 robiłam Skalpel ). Nie jest dobrze :(


środa, 17 października 2012

Dzień 21

Dzisiaj piękna pogoda za oknem, to i się odchudzać chciało ;)


niby mało kalorii, ale zapomniałam dodać 2 kostki czekolady zjedzone rano ( każda 95 kcal, zjedzone zaraz po II śniadaniu) + kilka kawałków pieczonych ziemniaków wieczorkiem....

Na śniadanie z kolei były placuszki wg przepisu z gazety MOJE GOTOWANIE.
 trzeba zmiksować 150g serka homogenizowanego waniliowego, 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej, 2 jajka, szczypta soli i sody. To usmażyłam na łyżce oliwy. Wyszło sztuk 12, zjadłam 3 :) Konia z rzędem temu, kto wie ile to kcal :)

Aktywność- 30 min biegu.
Ale... chyba okres się zbliża, bo i jakaś opuchnięta się czuję i taka ociężała. Biegło się znacznie gorzej niż w poniedziałek, a w dodatku starusieńkie buty się zbuntowały ( czy raczej stopy) i mnie otarły :(  W sobotę pojadę się rozejrzeć za jakimiś nowymi, bo bieganie wciąga :)

a tutaj przepis na selerowe frytki :)

Jutro- dietetyk....

wtorek, 16 października 2012

dzień 20

Tak, miało być regularnie i sumiennie, a wpisy pojawiaja się niezwykle rzadko :( w dodatku mimo trzymania diety pojawiły się chęci na podjadanie, kilka odstęptsw od reguł i efekt- waga stoi w miejscu.
Dziś pokazała 74.8kg, więc troszkę mniej niż ostatnio.
Ale są też plusy- ćwiczę więcej, ruszam się więcej, czuję się lepiej. W niedzielę zrobiłam 1km żabką i grzbietem na basenie, wczoraj biegałam 30min bez przerwy ( 3.5km), Skalpel staje się już nawykiem :)
Zaczyna mi się zmieniać w głowie, wyszukuję nowe przepisy, inspiruję się i zaczynam czuć potrzebę ogólnej zmiany w odżywianiu.
W jeden z weekednów byliśmy u teściowej na obiedzie ( schabowy,ziemniaki, kapusta czerwona). I co? mimo,że zjadłam pół porcji- bolał mnie brzuch. Czyli- nie jest dobrze z takim jedzeniem ;)
Dzisiaj przerwa w aktywności- sporo zakupówna mieście, zaległości domowych....może wieczorem się uda Skalepel chociaż :) ale najważniejsze= NIE MAM CIŚNIENIA, ze kilogramy muszą spadać JUZ teraz. Wiem, że mam czas i ten czas sobie daję.
W czwartek kontrola u dietetyka :)

środa, 3 października 2012

dzień 5-7

Trzymanie diety jakoś idzie :) Weekend nie był taki straszny, jak myślałam :) Niedzielny poranek spędziłam na basenie robiąc 650m żabką i grzbietem. Normalnie robię jakieś 750-1000m, ale nogi miałam jakieś ołowiane podczas pływania, chyba źle się porozciągałam po pływaniu.
Po południu trochę pogrzeszyłam kulinarnie :) Poszliśmy z mężem do kina, a tam... świeżutki popcorn... Zjadłam 1/3 dużego opakowania, ale za to niewiele coli. Jeśli nie byliście, to polecam film "Jesteś Bogiem".
Lata temu mąż słuchał takiej muzyki, ja jak do niego przychodziłam siłą rzeczy też poznawałam wiele kawałkow. I ten film to taka trochę podróż w czasie dla nas :)

Poniedziałek przeznaczyłam na regenerację- akcję domowe SPA, peelengi, masaże etc.
Wtorek- 3km biegiem+ wejście na 7p po schodach :D
a dzisiaj- Skalpel :) czuję, że moje nogi odczuwają zwiększoną ilość aktywności fizycznej....muszę poczytać, co zrobić, aby pozbyć się uczucia ciężkości.
A wczoraj już się nie mogłam oprzeć i weszłam na wagę, a ta pokazała 75.1kg czyli.........

- 3.4 kg !!!!


czyli jest nieźle :) Nie wiem jak w obwodach, nie miałam się kiedy pomierzyć :) ale czuję po ciuchach, że troszkę zeszło :))))

niedziela, 30 września 2012

dzień 4

Weekend rozpoczął się bardzo dobrze- 10km przejażdzką na rowerze. Była to pierwsza od 4 lat przeprawa z dwoma kółkami :)
Jedzeniowo też ok- śniadanie to pełnoziarnista bułka,wędlina i pomidor.
A na obiad? same rarytasy- szaszłyk z frytkami i sałatka. Brzmi strasznie? A skąd!
szaszłyk przygotowany wg przepisu pani dietetyk: kawałki indyka, cukinia, papryka. Frytki?? selerowy wynalazek- smaczny, choc bez szału, drugi raz już nie zrobię. A salatka, jak sałatka- mix lodówkowy :)


piątek, 28 września 2012

dzień 3

Dzień trzeci za mną. Zaczną się dwa trudne weekendowe dni, kiedy to swoje menu muszę jakoś połączyć z jedzeniem dla reszty rodziny....

a co dzisiaj na śniadanko?
bułka pełnoziarnista z sałatą, polędwicą z kurczaka i pomidorem, a do tego kawa inka :)
W pracy zajadam się jogurtem naturalnym z gruszką i 2 łyżkami musli.


Jako lunch-sałatka:



sałata lodowa, ogórek, pomidor, kawałek brokuła i gotowany kurczak :)



a to już kolacja- pieczony łosoś z mała kulką mozzarelli i brokuły :)

a jak aktywność fizyczna? dzisiaj była- 27 min ciągłego biegu, jakieś 3.2 km :)
jestem zadowolona, bo po 4-miesięcznej przerwie obawiałam się, że nie dam rady nawet połowy tego dystansu przebiec ;) po biegu obowiązkowe wejście po schodach na to moje 7 piętro :) daje poczuć się w udach to wspinanie :D

Na razie samopoczucie nadal bardzo dobre, chociaż dziś skusiłam się na 3 migdały w czekoladzie i 1 ciasteczko.... ale plus jest taki, że nie pochłonęłam całej paczki migdałow na przykład :))

Nic to, trzeba się szykować do weekendowych porządków :) ale wcześniej- relaks z ksiązką :)












czwartek, 27 września 2012

dzień 2

Oh, dzisiaj z przerwami między posiłkami było zdecydowanie lepiej :) Kubek zimnej wody, troche więcej pracy i momentalnie zapominałam, że właśnie miałam ochotę coś zjeść ;)
Posiłki dzisiaj podobne jak w dniu wczorajszym, tylko na kolację był serek ziarnisty z papryką czerwoną i ogórkiem zielonym :)
Pokusa też była- córka marudziła przy zjadaniu świeżutkiej bułeczki z żółtym serem... do tego popijała pyszne kakao, ach...jakże to kusiło. A jeszcze większe AACHH jak ja się nie dałam :D
Dzisiejszy dzień zaczął i kończy się nieco nerwowo, czas więc na odrestaurowującą kąpiel :)

środa, 26 września 2012

dzień 1

Dzisiaj pierwszy dzień diety. Na razie się trzymam, zobaczymy jak będzie jutro;)
Zaczęłam od śniadania- bułka pełnoziarnista z margaryną, sałata lodową, polędwicą drobiową i pomidorem. Oczywiście bułkę zjadłam cała- 69g :D
Zaraz po przyjeździe do pracy standardowo- kawa. I tak ok. 9.00 poczułam pierwsze delikatne ssanie w żołądku, ale nie dałam się, bo wiedziałam, że czeka mnie pożywne II śniadanie, czyli jogurt naturalny 180g z musli i gruszką :) pochłonęłam :)
W zasadzie z dotrwaniem do godziny 16.00 nigdy nie miałam kłopotów, problemy zaczynały się po tej godzinie wraz z moim przyjściem do domu i szykowaniem posiłków dla męża i dziecka. A że gotowanie to moja wielka pasja, no to na stole pojawiały się rarytasy.
A dzisiaj? Ja na kolacje zjadłam:

czyli 30g makaronu z brokułami, jajkiem, papryką czerwoną :)
Pierwsze zaskoczenie? że 30g suchego makaronu to tak strasznie malutko;)
 Dzień jakoś zleciał, jutro zrobię zakupy na następne dni dietki. No a w piątek....bieganie :)

wtorek, 25 września 2012

no to się zaczyna....


Po wizycie teoretycznej :) Dostałam rozpiskę posiłków zgodnie z wskazówkami z pierwszej wizyty. Przez następne dni mam wszystko dokładnie ważyć, sprawdzać, liczyć, żeby "wyćwiczyć" oko :) Na pierwszy strzał poszła dzisiaj moja ulubiona bułka biedronkowa: grahamka z pestkami dyni.Waga 1 sztuki: 64g, a ja mam mieć na śniadanie 30-45g. I co? I będę na razie jadła całą. Wydaje mi się to lepszym rozwiązaniem, niż zmiana WSZYSTKICH posiłków o 180st. Akurat śniadanie miałam prawie idealne- prawie, bo rozchodzi się o tą dodatkową ćwiartkę bułki :) Myślę, że jeśli popiję to zieloną herbatą zamiast kubkiem kakao, to chyba będzie w porządku ;)

W czwartek mąż kończy remont u teściów, więc będzie mógł popołudniami przebywac z naszą córką, a ja wtedy śmig-> biegać :)

Na jutrzejszy dzień mam wszystkie składniki do zrobienia posiłków. Za to jutro czekają mnie 'zdrowe' zakupy :))
Nooo..... to się zaczyna :)


piątek, 21 września 2012

po wizycie

Wizyta u dietetyczki odbyła się wczoraj. Miało być na 17.00, jednak weszłam dopiero pół godziny później. Ta wizyta to taki bardziej 'wywiad środowiskowy', niż jakieś bardziej konkretne porady. Pani kazała stanąć namagicznej wadze, która nie tylko pokazała wagę ( okropnie wysokoką), ale równiez poziom wody ( w normie), tłuszcz ( 35%) i że mam grube kości :) Jak waga mogła wiedzieć, jakie mam kości, tego nie wiem :)
Potem pani mnie pomierzyła, pozapisywała wszystko w specjalnym arkuszu i zaczęła mnie przepytywać- co jem, kiedy, czy robię sama czy kupuję etc.
Okazało się, że część jadłospisu mam w miarę OK. Problem pojawiał się wieczorami, kiedy jeden posiłek ciepły musiał zadowolic mnie ( wieczna dieta), męża ( budowlaniec, którego organizm nie wie co to kaloria) i cókę ( 'mamusiu, mogę spróbować?'). jak zrobić posiłek, który w jednej swojej części będzie zdrowy i niskokaloryczny oraz po dodaniu czegoś ( ziemniaki, kasza, ryż, kopytka) będzie posiłkiem dla męża? Takie zadanie dałam Pani dietetyczce, coby się wykazała ;)
Następna wizyta we wtorek, też o 17.00. Mam już dostać porcje oraz przykładowe sałatki, które mogę zabierać do pracy jako posiłek.

A jak wyglądają pomiary?
talia 96cm
brzuch 104 cm
biodra 110 cm
waga 78.5 kg

docelowo waga 67-70 kg.

przewidywana aktywność w ten weekend: 750m pływania żabką + może wyjście na rower/jogging. Czy coś więcej się uda, zobaczymy :)

A jak wytrwać do wtorku, jak się przygotowac do diety? Na weekend spróbuję zrobić jakieś dietetyczne danie dla siebie i rodziny, podzielę się z wami przepisem :)

A na razie, pełna wiary i energii, życzę miłego piątku! Słonko już świeci, jest piękny jesieny dzień. Nic, tylko korzystać Ci, ktorzy mogą :)

wtorek, 18 września 2012

próba mikrofonu

Ostatnio utonęłam w blogach poświęconych dobremu odżywianiu, ćwiczeniom, ogólnie pojętej aktywności fizycznej. Wszystko po to, aby uzyskać zgrabną sylwetkę, zdrową cerę i włosy, maaasę dobrej energii.
Ja ze swoja nadwagą zmagam się od 5 lat, od rzucenia antykoncepcji hormonalnej. W międzyczasie zaszłam w ciążę, sylwetka się zmieniła... i teraz, kiedy córka jest już bardziej samodzielna, postanowiłam wziąć się za siebie :)
do tej pory najbardziej regularną aktywnością było pływanie raz w tygodniu po 750m :) zrywami biegałam też po 2-3 miesiące,żeby potem przestać z róznych powodów.
Ale wszystko zmierza ku lepszemu :)
Dziś biegałam 25 min ( jakieś 3km) z jedną przerwą na złapanie oddechu. Nie jest więc tak źle jak myślałam ;)
Natomiast w czwartek o 17.00 mam spotkanie z dietetykiem. Mam nadzieję, że zostanie ułożona dla mnie odpowiednia dieta, która spełni swoją funkcję :) 

Tak więc- zaczynam :) Trzymajcie kciuki!!