piątek, 21 września 2012

po wizycie

Wizyta u dietetyczki odbyła się wczoraj. Miało być na 17.00, jednak weszłam dopiero pół godziny później. Ta wizyta to taki bardziej 'wywiad środowiskowy', niż jakieś bardziej konkretne porady. Pani kazała stanąć namagicznej wadze, która nie tylko pokazała wagę ( okropnie wysokoką), ale równiez poziom wody ( w normie), tłuszcz ( 35%) i że mam grube kości :) Jak waga mogła wiedzieć, jakie mam kości, tego nie wiem :)
Potem pani mnie pomierzyła, pozapisywała wszystko w specjalnym arkuszu i zaczęła mnie przepytywać- co jem, kiedy, czy robię sama czy kupuję etc.
Okazało się, że część jadłospisu mam w miarę OK. Problem pojawiał się wieczorami, kiedy jeden posiłek ciepły musiał zadowolic mnie ( wieczna dieta), męża ( budowlaniec, którego organizm nie wie co to kaloria) i cókę ( 'mamusiu, mogę spróbować?'). jak zrobić posiłek, który w jednej swojej części będzie zdrowy i niskokaloryczny oraz po dodaniu czegoś ( ziemniaki, kasza, ryż, kopytka) będzie posiłkiem dla męża? Takie zadanie dałam Pani dietetyczce, coby się wykazała ;)
Następna wizyta we wtorek, też o 17.00. Mam już dostać porcje oraz przykładowe sałatki, które mogę zabierać do pracy jako posiłek.

A jak wyglądają pomiary?
talia 96cm
brzuch 104 cm
biodra 110 cm
waga 78.5 kg

docelowo waga 67-70 kg.

przewidywana aktywność w ten weekend: 750m pływania żabką + może wyjście na rower/jogging. Czy coś więcej się uda, zobaczymy :)

A jak wytrwać do wtorku, jak się przygotowac do diety? Na weekend spróbuję zrobić jakieś dietetyczne danie dla siebie i rodziny, podzielę się z wami przepisem :)

A na razie, pełna wiary i energii, życzę miłego piątku! Słonko już świeci, jest piękny jesieny dzień. Nic, tylko korzystać Ci, ktorzy mogą :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz