niedziela, 30 września 2012

dzień 4

Weekend rozpoczął się bardzo dobrze- 10km przejażdzką na rowerze. Była to pierwsza od 4 lat przeprawa z dwoma kółkami :)
Jedzeniowo też ok- śniadanie to pełnoziarnista bułka,wędlina i pomidor.
A na obiad? same rarytasy- szaszłyk z frytkami i sałatka. Brzmi strasznie? A skąd!
szaszłyk przygotowany wg przepisu pani dietetyk: kawałki indyka, cukinia, papryka. Frytki?? selerowy wynalazek- smaczny, choc bez szału, drugi raz już nie zrobię. A salatka, jak sałatka- mix lodówkowy :)


piątek, 28 września 2012

dzień 3

Dzień trzeci za mną. Zaczną się dwa trudne weekendowe dni, kiedy to swoje menu muszę jakoś połączyć z jedzeniem dla reszty rodziny....

a co dzisiaj na śniadanko?
bułka pełnoziarnista z sałatą, polędwicą z kurczaka i pomidorem, a do tego kawa inka :)
W pracy zajadam się jogurtem naturalnym z gruszką i 2 łyżkami musli.


Jako lunch-sałatka:



sałata lodowa, ogórek, pomidor, kawałek brokuła i gotowany kurczak :)



a to już kolacja- pieczony łosoś z mała kulką mozzarelli i brokuły :)

a jak aktywność fizyczna? dzisiaj była- 27 min ciągłego biegu, jakieś 3.2 km :)
jestem zadowolona, bo po 4-miesięcznej przerwie obawiałam się, że nie dam rady nawet połowy tego dystansu przebiec ;) po biegu obowiązkowe wejście po schodach na to moje 7 piętro :) daje poczuć się w udach to wspinanie :D

Na razie samopoczucie nadal bardzo dobre, chociaż dziś skusiłam się na 3 migdały w czekoladzie i 1 ciasteczko.... ale plus jest taki, że nie pochłonęłam całej paczki migdałow na przykład :))

Nic to, trzeba się szykować do weekendowych porządków :) ale wcześniej- relaks z ksiązką :)












czwartek, 27 września 2012

dzień 2

Oh, dzisiaj z przerwami między posiłkami było zdecydowanie lepiej :) Kubek zimnej wody, troche więcej pracy i momentalnie zapominałam, że właśnie miałam ochotę coś zjeść ;)
Posiłki dzisiaj podobne jak w dniu wczorajszym, tylko na kolację był serek ziarnisty z papryką czerwoną i ogórkiem zielonym :)
Pokusa też była- córka marudziła przy zjadaniu świeżutkiej bułeczki z żółtym serem... do tego popijała pyszne kakao, ach...jakże to kusiło. A jeszcze większe AACHH jak ja się nie dałam :D
Dzisiejszy dzień zaczął i kończy się nieco nerwowo, czas więc na odrestaurowującą kąpiel :)

środa, 26 września 2012

dzień 1

Dzisiaj pierwszy dzień diety. Na razie się trzymam, zobaczymy jak będzie jutro;)
Zaczęłam od śniadania- bułka pełnoziarnista z margaryną, sałata lodową, polędwicą drobiową i pomidorem. Oczywiście bułkę zjadłam cała- 69g :D
Zaraz po przyjeździe do pracy standardowo- kawa. I tak ok. 9.00 poczułam pierwsze delikatne ssanie w żołądku, ale nie dałam się, bo wiedziałam, że czeka mnie pożywne II śniadanie, czyli jogurt naturalny 180g z musli i gruszką :) pochłonęłam :)
W zasadzie z dotrwaniem do godziny 16.00 nigdy nie miałam kłopotów, problemy zaczynały się po tej godzinie wraz z moim przyjściem do domu i szykowaniem posiłków dla męża i dziecka. A że gotowanie to moja wielka pasja, no to na stole pojawiały się rarytasy.
A dzisiaj? Ja na kolacje zjadłam:

czyli 30g makaronu z brokułami, jajkiem, papryką czerwoną :)
Pierwsze zaskoczenie? że 30g suchego makaronu to tak strasznie malutko;)
 Dzień jakoś zleciał, jutro zrobię zakupy na następne dni dietki. No a w piątek....bieganie :)

wtorek, 25 września 2012

no to się zaczyna....


Po wizycie teoretycznej :) Dostałam rozpiskę posiłków zgodnie z wskazówkami z pierwszej wizyty. Przez następne dni mam wszystko dokładnie ważyć, sprawdzać, liczyć, żeby "wyćwiczyć" oko :) Na pierwszy strzał poszła dzisiaj moja ulubiona bułka biedronkowa: grahamka z pestkami dyni.Waga 1 sztuki: 64g, a ja mam mieć na śniadanie 30-45g. I co? I będę na razie jadła całą. Wydaje mi się to lepszym rozwiązaniem, niż zmiana WSZYSTKICH posiłków o 180st. Akurat śniadanie miałam prawie idealne- prawie, bo rozchodzi się o tą dodatkową ćwiartkę bułki :) Myślę, że jeśli popiję to zieloną herbatą zamiast kubkiem kakao, to chyba będzie w porządku ;)

W czwartek mąż kończy remont u teściów, więc będzie mógł popołudniami przebywac z naszą córką, a ja wtedy śmig-> biegać :)

Na jutrzejszy dzień mam wszystkie składniki do zrobienia posiłków. Za to jutro czekają mnie 'zdrowe' zakupy :))
Nooo..... to się zaczyna :)


piątek, 21 września 2012

po wizycie

Wizyta u dietetyczki odbyła się wczoraj. Miało być na 17.00, jednak weszłam dopiero pół godziny później. Ta wizyta to taki bardziej 'wywiad środowiskowy', niż jakieś bardziej konkretne porady. Pani kazała stanąć namagicznej wadze, która nie tylko pokazała wagę ( okropnie wysokoką), ale równiez poziom wody ( w normie), tłuszcz ( 35%) i że mam grube kości :) Jak waga mogła wiedzieć, jakie mam kości, tego nie wiem :)
Potem pani mnie pomierzyła, pozapisywała wszystko w specjalnym arkuszu i zaczęła mnie przepytywać- co jem, kiedy, czy robię sama czy kupuję etc.
Okazało się, że część jadłospisu mam w miarę OK. Problem pojawiał się wieczorami, kiedy jeden posiłek ciepły musiał zadowolic mnie ( wieczna dieta), męża ( budowlaniec, którego organizm nie wie co to kaloria) i cókę ( 'mamusiu, mogę spróbować?'). jak zrobić posiłek, który w jednej swojej części będzie zdrowy i niskokaloryczny oraz po dodaniu czegoś ( ziemniaki, kasza, ryż, kopytka) będzie posiłkiem dla męża? Takie zadanie dałam Pani dietetyczce, coby się wykazała ;)
Następna wizyta we wtorek, też o 17.00. Mam już dostać porcje oraz przykładowe sałatki, które mogę zabierać do pracy jako posiłek.

A jak wyglądają pomiary?
talia 96cm
brzuch 104 cm
biodra 110 cm
waga 78.5 kg

docelowo waga 67-70 kg.

przewidywana aktywność w ten weekend: 750m pływania żabką + może wyjście na rower/jogging. Czy coś więcej się uda, zobaczymy :)

A jak wytrwać do wtorku, jak się przygotowac do diety? Na weekend spróbuję zrobić jakieś dietetyczne danie dla siebie i rodziny, podzielę się z wami przepisem :)

A na razie, pełna wiary i energii, życzę miłego piątku! Słonko już świeci, jest piękny jesieny dzień. Nic, tylko korzystać Ci, ktorzy mogą :)

wtorek, 18 września 2012

próba mikrofonu

Ostatnio utonęłam w blogach poświęconych dobremu odżywianiu, ćwiczeniom, ogólnie pojętej aktywności fizycznej. Wszystko po to, aby uzyskać zgrabną sylwetkę, zdrową cerę i włosy, maaasę dobrej energii.
Ja ze swoja nadwagą zmagam się od 5 lat, od rzucenia antykoncepcji hormonalnej. W międzyczasie zaszłam w ciążę, sylwetka się zmieniła... i teraz, kiedy córka jest już bardziej samodzielna, postanowiłam wziąć się za siebie :)
do tej pory najbardziej regularną aktywnością było pływanie raz w tygodniu po 750m :) zrywami biegałam też po 2-3 miesiące,żeby potem przestać z róznych powodów.
Ale wszystko zmierza ku lepszemu :)
Dziś biegałam 25 min ( jakieś 3km) z jedną przerwą na złapanie oddechu. Nie jest więc tak źle jak myślałam ;)
Natomiast w czwartek o 17.00 mam spotkanie z dietetykiem. Mam nadzieję, że zostanie ułożona dla mnie odpowiednia dieta, która spełni swoją funkcję :) 

Tak więc- zaczynam :) Trzymajcie kciuki!!