środa, 3 października 2012

dzień 5-7

Trzymanie diety jakoś idzie :) Weekend nie był taki straszny, jak myślałam :) Niedzielny poranek spędziłam na basenie robiąc 650m żabką i grzbietem. Normalnie robię jakieś 750-1000m, ale nogi miałam jakieś ołowiane podczas pływania, chyba źle się porozciągałam po pływaniu.
Po południu trochę pogrzeszyłam kulinarnie :) Poszliśmy z mężem do kina, a tam... świeżutki popcorn... Zjadłam 1/3 dużego opakowania, ale za to niewiele coli. Jeśli nie byliście, to polecam film "Jesteś Bogiem".
Lata temu mąż słuchał takiej muzyki, ja jak do niego przychodziłam siłą rzeczy też poznawałam wiele kawałkow. I ten film to taka trochę podróż w czasie dla nas :)

Poniedziałek przeznaczyłam na regenerację- akcję domowe SPA, peelengi, masaże etc.
Wtorek- 3km biegiem+ wejście na 7p po schodach :D
a dzisiaj- Skalpel :) czuję, że moje nogi odczuwają zwiększoną ilość aktywności fizycznej....muszę poczytać, co zrobić, aby pozbyć się uczucia ciężkości.
A wczoraj już się nie mogłam oprzeć i weszłam na wagę, a ta pokazała 75.1kg czyli.........

- 3.4 kg !!!!


czyli jest nieźle :) Nie wiem jak w obwodach, nie miałam się kiedy pomierzyć :) ale czuję po ciuchach, że troszkę zeszło :))))

2 komentarze:

  1. świetny spadek wagi, gratulacje :) a na film właśnie jutro się wybieramy z narzeczonym :))

    OdpowiedzUsuń